![]() |
Prof. Rafał Broda
Uczestnikom Kongresu Ligi Polskich Rodzin pod rozwagę |
Szanowni Państwo!
Zwracam się do Państwa jako jeden z inicjatorów tworzenia, przed z górą dwu laty, nowej siły politycznej pod nazwą Liga Polskich Rodzin. Nie przypisuję sobie szczególnie wyjątkowych zasług, bowiem w tamtym czasie ogólne rozpoznanie sytuacji, doświadczenia wielu poprzednich niepowodzeń i prosta troska o Polskę dyktowały wielu ludziom, także wyborcom, klarowną wizję drogi, którą trzeba pójść. Uważam jednak, że mój udział w tym przedsięwzięciu był dostatecznie znaczący, bym miał prawo i obowiązek wyrażenia swojej opinii o niepokojącym stanie rzeczy i krytycznym momencie, w jakim dzisiaj znalazła się LPR. Z konieczności muszę uczynić to publicznie – po prostu nie mam innej możliwości, by dotrzeć do Państwa sumień i umysłów. Wierzę, że w swoich przemyśleniach i decyzjach podczas obrad Kongresu, niektórzy z Was wezmą mój głos pod uwagę.
W pierwotnej wizji Liga Polskich Rodzin miała być nową jakością polityczną, miała być zaczynem budowania prawdziwej demokracji zakorzenionej w lokalnych środowiskach. Dwa lata temu, w okresie wyborów parlamentarnych nie przykładałem wielkiego znaczenia do improwizowanych z konieczności list kandydatów, ponieważ wiedziałem, że wybór ten w pierwszym podejściu i tak będzie raczej przypadkowy. Natomiast wierzyłem, że zgodnie z zapowiedziami, wkrótce po wyborach, główna część aktywności będzie skupiona na budowie mocnych, dynamicznych i w znacznej mierze autonomicznych struktur terenowych. To tam miała być uruchomiona główna dynamika rozwoju i atrakcyjność nowego pomysłu. To tam miała zostać otwarta droga działania dla wielu nowych, kompetentnych i patriotycznych „ludzi sumienia”, tak bardzo potrzebnych, by ratować Polskę. Także w Krakowie byliśmy przygotowani do podjęcia takiego zadania. Niestety, wszystko potoczyło się inaczej, a mówiąc wprost, potoczyło się w stare koleiny – kilka osób uzurpowało sobie prawo do przejęcia całej inicjatywy, by realizować swoją prywatną „wizję”, tzn. by budować w nowych warunkach i z nowymi możliwościami swoją starą partię. Nie ma potrzeby, by opisywać fakty i niegodną metodologię tej uzurpacji – dzisiejszy stan rzeczy jest wystarczającym argumentem, by dostrzec jałowość tak wybranej drogi. Jeżeli Kongres nie zmieni w sposób zasadniczy fatalnego kierunku działania, będzie on początkiem końca LPR i podsumowaniem kolejnego epizodu w dramatycznym cyklu zawiedzionych nadziei po 1989 roku.
Pragnę złożyć hołd tym wszystkim działaczom terenowym, którzy potrafili wykrzesać w sobie dostatecznie dużo nadziei, odporności i energii, by tworzyć prawdziwe zalążki oddolnej organizacji Narodu. Pragnę wyrazić uznanie dla tych, którzy odważyli się myśleć samodzielnie i wystąpili z konstruktywną krytyką, gdy dostrzegli niewłaściwe działania, utrudniające i hamujące aktywność swoich lokalnych struktur. Obawiam się, że większości tych działaczy do udziału w tym Kongresie nie dopuszczono, a zabieg z zapisami statutu, który umożliwił obecnym, bardzo tymczasowym liderom, arbitralne przyznawanie uprzywilejowanego członkostwa, by zapewnić sobie liczbę głosów potrzebną do uzyskania pozytywnej decyzji wyborczej, uważam za skrajnie bezprawną manipulację. Wpisuje się to dość precyzyjnie w ciąg wielu innych zaistniałych faktów i zjawisk, który powyżej nazwałem „niegodną metodologią”. Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko znajdzie się wśród uczestników dostatecznie wielu ludzi wrażliwych na prawdę i uczciwość, którzy będą świadomi w czym uczestniczą i nie dopuszczą do tak projektowanego obrotu spraw. Jeżeli także prawdą jest, że najbliższy Kongres ma dokonać wyboru władz, a dopiero kolejny skupi się na merytorycznej dyskusji dotyczącej spraw LPR, to realizacja takiego planu zwiastowałaby kompromitację idei LPR, przyczyniając się do jej rychłego upadku.
Co w takiej sytuacji należałoby zrobić? Moim zdaniem Kongres powinien przede wszystkim skupić się na otwartej i merytorycznej dyskusji co do przyszłości LPR w świetle dotychczasowej dwuletniej historii. Jeżeli okaże się, że mimo niesprzyjających okoliczności przeważy troska o przyszłość Ligi Polskich Rodzin, jako siły budującej nadzieję i narzędzie dla ratowania Polski, to należałoby:
Wybrać nowe (raczej kolegialne) władze i zobowiązać je do przeprowadzenia niezbędnych zmian, które umożliwią powrót do pierwotnej idei i otworzą nowy rozdział LPR
Zaprosić wszystkich uczestników inicjatywy sprzed dwóch lat do wspólnego reformowania i budowania nowej struktury LPR.
Nadać daleko idącą autonomię strukturom terenowym i zobowiązać je do naprawy wszystkich wcześniejszych błędów, a zwłaszcza do dokonania korekt personalnych zgodnych z wolą lokalnych członków.
Zobowiązać struktury terenowe do nawiązywania ścisłej współpracy ze wszystkimi lokalnymi organizacjami (poza politycznymi), których cele działań są zbieżne z celami i programem LPR.
W nieodległym czasie powinien się odbyć kolejny Zjazd LPR, na którym mogłyby być podjęte decyzje dotyczące bardziej szczegółowego planu działań.
Według mojego rozeznania sprawy zaszły na tyle daleko, że żadne kosmetyczne zmiany nie uratują sytuacji i w rękach uczestników Kongresu, który ma się odbyć 13 września 2003 leży los LPR. Sądzę, że brak zdecydowanych rozstrzygnięć naprawczych spowoduje wycofanie się wielu działaczy. Niewątpliwie uruchomiona wtedy zostanie nowa inicjatywa, z natury rzeczy konkurencyjna do LPR, która rozpocznie realizację tego, co z winy obecnych liderów nie udało się pod szyldem Ligi Polskich Rodzin.
Życzę Państwu naprawdę głębokich i mądrych przemyśleń, dobrych obrad i rozważnych decyzji.
Pragnę też osobno zwrócić się do młodych ludzi stowarzyszonych w organizacji Młodzież Wszechpolska:
Drodzy Młodzi Patrioci!
Wiem, że większość z Was jest szczerze oddana sprawom Polski, że Wasz zapał i energia to mocny atut organizacji politycznej, z którą chcecie wiązać Wasze działania. Z drugiej strony wiem, że zaistniały w kilku rejonach Polski przypadki, gdy Wasi przedstawiciele brali udział w dość gorszących sprawach, znacząco komplikujących atmosferę współpracy ze znacznie starszymi od nich działaczami poświęcającymi wielki wysiłek dla wspólnej sprawy. Jeżeli młodość jest atutem, to zobowiązuje ona także do pamiętania o związanych z nią brakach wielu nauk i doświadczeń życiowych, których zdążyli posmakować ludzie starsi. Dlatego w polityce obowiązuje, często niepisana zasada cenzusu wieku. Proszę Was byście starannie rozważali atrakcyjne oferty, które Wam są składane, byście ważyli odpowiedzialność związaną z zajmowaniem różnych funkcji i stanowisk, byście się niepotrzebnie nie spalili w przedwczesnych startach. Proszę byście pilnowali, by nie rozmijały się słowa i czyny, by hasła przez Was głoszone znajdywały potwierdzenie w Waszym postępowaniu. Także wasz udział w Kongresie LPR nakłada obowiązek pełnej świadomości tego w czym uczestniczycie i jaką rolę spełniacie. W działaniu musicie bezwzględnie wykluczyć zasadę: „cel uświęca środki”, nie wolno Wam też dać się pozbawić niezależności myślenia, a nawet umiejętności krytycznej analizy postępowania własnych przywódców – to przecież jest istotą odmienności cywilizacji łacińskiej i bizantyjskiej.
Rafał Broda
Kraków 8 września 2003