Szanowna Redakcjo,

 

Poniżej zamieszczam email do Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie  nadany w ubiegłym tygodniu i potwierdzony zwykłym listem. Ze względów technicznych załączone do niego dokumenty 2 i 3 nadaję jako oddzielne emaile.

 

Byłbym wdzięczny za zainteresowanie poruszonymi tam sprawami, do których mogę dodać inne dobrze udokumentowane wątki (bezkarne sfałszowanie 3 decyzji administracyjnych przez RUP w Proszowicach; zamieszczanie nieprawdziwych informacji w wystąpieniach PIP; machinacje poskich urzędników w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu, aby zapobiec rozpatrywaniu skarg polskich obywateli przez ten Trybunał).

 

W razie potrzeby doślę potwierdzenie tego emailu zwykłą pocztą.

 

Lączę pozdrowienia i wyrazy szacunku,

 

Dr inż. Franciszek Bednarz

 

****

 

Mobbing w Akademii Rolniczej w Krakowie

 

DO JE KS. ABP JÓZEFA KOWALCZYKA
(listowne potwierdzenie emailu prześlę na życzenie):

 

Ekscelencjo,

 

Pragnę nawiązać do wzruszającego wykładu Waszej Ekscelencji nt. wartości i godności pracy ludzkiej, wygłoszonego 3 lata temu podczas uroczystości nadania Waszej Ekscelencji godności Doktora Honoris Causa przez powyższą Uczelnię.

 

Nietety szlachetne słowa Waszej Ekscelencji nie padły na podatną glebę. Na dowód zamieszczam poniżej teksty 3 dokumentów opisujących prześladowanie i wygnanie pracownika przy użyciu znanej od czasów biblijnych techniki kozła ofiarnego.

 

Niektórzy z moich dręczycieli uznali za stosowne osobiście poinformować mnie, iż są potomkami dziedziców, dając mi tym do zrozumienia, że jako syn chłopa cierpię także za krnąbrność przyrodzoną tej klasie oraz za reformę rolną.

 

Jakieś 40 lat temu ś.p. Bronisław Kania, mój profesor w technikum, b. powstaniec śląski, dyskryminowany przez władze u schyłku życia, podczas ćwiczeń terenowych z chemii rolnej, chcąc mnie nagrodzić za aktywność i zachęcić innych uczniów do wysiłku, wypowiedział te słowa: Oby się tacy na kamieniu rodzili. Bednarz ... on zda maturę, skończy studia i ... będzie jeszcze robił docenturę!.

 

Dopiero dziś rozumiem gorzką mądrość tego proroctwa.

 

Od blisko roku, będąc jedynym żywicielem rodziny, nie mam żadnych dochodów. Moje apelacje od dwóch stronniczych wyroków sądów pracy nie są rozpatrywane; nie chciano ich nawet zresztą zarejestrować pod pretekstem braku podania wartości przedmiotu zażalenia.

 

Dziwnym zbiegiem okoliczności, ta sama pani sędzia, która usankcjonowała moje wygnanie, od blisko 2 lat prowadzi, a raczej tylko pozoruje prowadzenie sprawy odszkodowania dla mojej żony od jej nieuczciwego byłego pracodawcy. Przez samo tylko odwlekanie wyroku współpracuje ona z prokuraturą w tuszowaniu przestępczych praktyk firmy DEKO SA Zakład Pracy Chronionej w Krakowie, która oszukała moją żonę i innych pracowników zlikwidowanego pośpiesznie sklepu w Proszowicach na ponad pół miliona złotych (bez odsetek).

 

Mój zaś pracodawca w owym pamiętnym dla Waszej Ekscelencji roku 1999 pozbawił mnie i setki innych pracowników dofinansowania do wczasów z funduszu socjalnego, przeznaczając zaoszczędzone w ten sposób pieniądze na inne, politycznie ważniejsze cele, w tym zwłaszcza na zagraniczne pielgrzymki dla uprzywilejowanych profesorów.

 

W Polsce nie ma miejsca na zwykłą, wytrwałą, ucziwą pracę, czego Wasza Ekscelencja pragnie.

 

W Polsce jest bezprawie, korupcja, orwellizm stosowany, sprawiedliwość klasowa i segregacja kastowa.

 

Łączę wyrazy szacunku,

 

Franciszek Bednarz

 

****

 

DOKUMENT 1:

 

dr inż. Franciszek Bednarz
ul. Partyzantów 33/39
32-100 Proszowice

 

Proszowice, 29 marca 2001 r.

 

Pan prof. dr hab. inż. Edmund Kazimierz Wittbrodt
Minister Edukacji Narodowej
Al. Szucha 25
00-918 Warszawa

 

dotyczy: zaszczuwania pracownika jako przejawu nieprawidłowości w funkcjonowaniu Akademii Rolniczej w Krakowie

 

Nawiązując do art. 31 ust. 1 Ustawy z dnia 12 września 1990 r. o szkolnictwie wyższym (Dz. U. Nr 65), uprzejmie proszę o podjęcie stosownej interwencji w sprawie poniżej opisanej:

 

Jestem wręcz pokazową ofiarą (p. zał. 3-19) skandalicznej polityki personalnej powyższej Uczelni. Od wielu już bowiem lat pracodawca uporczywie, złośliwie i z coraz większym okrucieństwem mnie prześladuje. Ostatnio doszło do tego, czego nie przewidziałby chyba nawet Kafka czy Orwell: od blisko pół roku pracodawca nie wydaje mi żadnych poleceń służbowych, chociaż nie przyznał mi żadnych uprawnień do samodzielnego działania.

 

Na przełomie 1992 i 1993 roku moje wysiłki w pracy badawczej nad cebulą (w tym 7-letnie w Rosji i Nigerii) zostały dostrzeżone w świecie: zaproszono mnie na międzynarodowe sympozjum naukowe w Tajlandii, pokrywając wszystkie wydatki i przydzielając mi aż 25 minut na wygłoszenie referatu. Z tej to zapewne przyczyny i być może z pobudek politycznych rozpoczęto na Uczelni intrygi zmierzające do zablokowania mojego awansu naukowego.

 

Kluczową rolę odegrała tutaj Małgorzata P., Dziekan (wtedy i obecnie) Wydziału Ogrodniczego i równocześnie żona prorektora kontrolującego rozwój kadry naukowej. W tej sytuacji, mimo opublikowania w roku 1994 przydatnej do tego celu rozprawy, nie składałem wniosku o otwarcie przewodu habilitacyjnego. [Zainteresowanym urzędnikom i politykom chętnie przedstawię opis tych intryg, jeśli pragną oni ulepszyć obowiązujące prawo o stopniach i tytułach naukowych.]

 

Na początku 1997 roku zrealizowano przygotowywaną w tajemnicy przede mną transformację mojej Katedry, kwalifikując tylko mnie do zwolnienia, chociaż miałem dorobek naukowy znacznie poważniejszy niż pozostali zatrudnieni tam adiunkci (p. zał. 4). Nie widziano przy tym możliwości zatrudnienia mnie jako adiunkta na Wydziale Ogrodniczym, chociaż w zakresie mojej specjalności wypracowywane tam przez nauczycieli akademickich godziny ponadwymiarowe na to pozwalały (i zapewne również teraz pozwalają).

 

Pracodawca, chcąc uniknąć roztrząsania tych kwestii w sądzie (i działając najwyraźniej w zmowie z moją organizacją związkową oraz Państwową Inspekcją Pracy), zaczął wywierać na mnie presję pod pretekstem, iż jakoby nadużywam rzekomo przysługującego mi przywileju ochrony związkowej (p. zał. 3), nakłaniając mnie do dobrowolnego przejścia na etat starszego specjalisty w (istniejącym pod inną nazwą wcześniej, lecz nie obsadzonym) jednoosobowym Biurze ds. Integracji z Unią Europejską, do czego wreszcie doszło w dniu 1.10.1998 (zał. 5). [Dopiero 8.12.1998 podczas zebrania sprawozdawczo-wyborczego ZNP AR w Krakowie zorientowałem się, że perfidnie mnie oszukano i że żaden przywilej ochrony związkowej mi nie przysługiwał. Mimo to pozór tego rzekomego przywileju podtrzymywano podczas kolejnych konsultacji mojego zwolnienia ze związkiem zawodowym.]

 

W kolejnym roku pracy traktowano mnie w pomieszczeniach mojej byłej Katedry Rolnictwa i Leśnictwa Tropikalnego i Subtropikalnego (przemianowanej teraz na Zakład Rolnictwa Światowego) jak intruza, usiłując równocześnie z sadystycznym uporem umieścić moje stanowisko pracy w pomieszczeniu z hałasem przekraczającym najwyższe dopuszczalne normy i dopuszczając się w tym celu wraz z Państwową Inspekcją Pracy najbardziej nikczemnych manipulacji (p. zał. 6, który wymaga jednak istotnego uzupełnienia co do warunków drugiego pomiaru hałasu, podczas którego, w porównaniu do pierwszego, liczbę pracujących w sąsiednich pomieszczeniach maszyn poligraficznych zmniejszono z 7 do 3!).

 

W końcu 1999 r. Biuro ds. Integracji z UE zlikwidowano, zastępując je bez mojej wiedzy dwuosobowym Biurem Promocji, w którym na samodzielnym stanowisku zatrudniono studentkę V roku polonistyki (pół roku później ją zwolniono, gdyż pracy magisterskiej nie obroniła, zatrudniając na jej miejsce inną protegowaną osobę). Mnie zaś z dniem 1.02.2000 przeniesiono na stanowisko starszego specjalisty ds. współpracy z instytucjami krajowymi i zagranicznymi na Wydziale Inżynierii Środowiska i Geodezji, wyjaśniając, że zgodnie z nową koncepcją organizacyjną stanowiska takie będą tworzone na każdym z wydziałów Uczelni.

 

Jeszcze przed tym przeniesieniem doszło do incydentu, który wymaga w tym miejscu zreferowania. Pod koniec stycznia 2000 roku nakłoniono mnie do podpisania w Dziale Nauki i Współpracy z Zagranicą powyższej Uczelni rozliczenia zaliczki na kwotę około 315 USD oznaczonego datą 18.01.2000, chociaż zaliczki takiej nie pobierałem ani rachunków żadnych nie przedkładałem. Tłumaczono, że dopełnienie tej biurokratycznej formalności jest konieczne, abym kilka dni później (ściślej do 15.02.2000) mógł wziąć udział w Słowacji w spotkaniu roboczym międzynarodowej grupy przygotowującej aplikację do 5 Programu Ramowego Unii Europejskiej (5PR UE) i pieniądze te na ten cel wykorzystać.

 

Nigdy jednak do takiego mojego wyjazdu nie doszło, toteż pismem z dnia 16.02.2001 (zał. 1) poprosiłem Kwestora AR w Krakowie o zwrot tego fikcyjnego dokumentu. Ku memu zdumieniu dowiedziałem się z jego odpowiedzi (zał. 2), że dokument ten jest dokumentem księgowym Uczelni i jest jej własnością. W tym stanie rzeczy nasuwa się uzasadnione podejrzenie, że doszło tu do nadużycia i to na kwotę około 945 USD, gdyż identyczne fikcyjne rozliczenia zaliczek z tego grantu podpisało wtedy także dwóch innych pracowników Uczelni (a mianowicie: dr hab. Krzysztof M., członek Senackiej Komisji ds. Rozwoju i Oceny Kadr, oraz prof. dr hab. inż. Włodzimierz R., przewodniczący Senackiej Komisji ds. Budżetu i Majątku Uczelni). O ile pamiętam, grant ten musiał być wykorzystany najpóźniej do końca stycznia 2000 r. albo nawet do końca grudnia 1999 roku. Był to grant w wysokości 8.000 zł przeznaczony na dofinansowanie przygotowań do uczestnictwa w 5. Programie Ramowym UE. Odpowiedni wniosek złożono KBN w dniu 11.02.1999 i został on zarejestrowany pod Nr. 124 (Tytuł projektu: Globalne zmiany środowiska wzdłuż południka 20 ° (ą 0,5°) DGW w okresie od 1900 do 2000 r.; Realizator: prof. dr hab. Włodzimierz R.). Do pierwszego (i jedynego) wyjazdu trzech pracowników AR w Krakowie do Słowacji w tej sprawie doszło w połowie października 1999 roku, a jego koszty nie przekroczyły zapewne 4000 zł. Wyłudzeniu mojego podpisu na wspomnianym wyżej fikcyjnym rozliczeniu zaliczki sprzyjało przepracowanie w styczniu 2000 roku (pracowałem także w soboty i niedziele, miałem tylko 3 dni wolne), zagrożenie zwolnieniem z pracy w AR w Krakowie (druga próba) oraz trudna sytuacja rodzinna (żona po ciężkiej operacji, syn w szpitalu). Będąc w stanie głębokiej rozterki, kilkanaście minut po złożeniu tego podpisu, zabrałem z Działu Nauki i Współpracy z Zagranicą wszystkie trzy wspomniane wyżej fikcyjne rozliczenia zaliczek i oddałem je dr hab. K. M., wyrażając związane z tym wątpliwości i podkreślając, że na skutek słabej komunikacji ze słowackim partnerem szanse wyjazdu na spotkanie z nim z dnia na dzień maleją. Wtedy K. M. powiedział, że jeśli do wyjazdu nie dojdzie przed połową lutego 2000 roku, to pojedziemy w sierpniu, Pana też zabierzemy, a na moje osłupienie zareagował szyderczą uwagą: No, chyba nie pobiegnie Pan na Rynek Główny krzyczeć o tym!.

 

Mój kolejny przełożony służbowy pismem z dnia 17.01.2000, zamieszczonym w moich aktach osobowych, zapowiedział przydzielenie mi stosownego zakresu czynności, a nawet przyznanie uprawnień pełnomocnika, czego jednak nigdy nie zrealizował. Nie przydzielono mi na Wydziale żadnego pomieszczenia biurowego ani sprzętu pozostawałem nadal coraz bardziej upokarzanym intruzem w pomieszczeniach mojej byłej Katedry. Wykonywałem różne doraźne zadania, ale kiedy pod koniec marca odmówiłem dr hab. K. M. tłumaczenia dwóch artykułów naukowych na język angielski, atmosfera wokół mnie wyraźnie się pogorszyła.

 

Od dawna już nie miałem dostępu do telefonu, od czerwca zaprzestano wydawać mi papier, od końca września utraciłem dostęp do komputera (przydatnego zresztą tylko do pisania). W dniu 11.10.2000 na protokołowanym posiedzeniu podjęto próbę poszerzenia mojego (ciągle na piśmie nie ustalonego) zakresu czynności o sprawozdawczość wydziałową, domagając się w urągliwy sposób niezwłocznej pisemnej odpowiedzi zareagowałem na to pozytywnie, prosząc jedynie o stosowne uściślenia natury organizacyjnej (p. zał. 8), ale żadnej oficjalnej reakcji się nie doczekałem.

 

Przełożony zaprzestał odtąd wydawania mi jakichkolwiek poleceń i rozpoczął poza moimi plecami korespondencję z Rektorem i Prorektorem ds. Ogólnych, oddając mnie do dyspozycji Rektora, czemu towarzyszyły równie tajemne konsultacje mojego zwolnienia ze związkiem zawodowym. W toku tej korespondencji pojawiły się wobec mnie różne zarzuty, do których nie miałem się sposobności ustosunkować. Stosowne pisma trafiały do moich akt osobowych bez adnotacji co do przebytej drogi służbowej, przy czym jedno z nich zastąpiono bardziej obelżywym, co ustaliłem w dniu 15.02.2001, stwierdzając przy sposobności, że akta te są prowadzone z rażącym naruszeniem obowiązujących przepisów (p. zał. 15).

 

Już po wypowiedzeniu pracy, od czego się do Sądu Pracy odwołałem (zał. 17), zwróciłem się ustnie i pisemnie (p. zał. 14-15) do Rektora z prośbą o stosowne decyzje dotyczące jasnego określenia mojego statusu jako pracownika oraz naprawienia nieprawidłowości w prowadzeniu moich akt osobowych. Lakonicznej i nonszalanckiej odpowiedzi na te pisma udzielił jednak nie Rektor, lecz Prorektor ds. Ogólnych (p. zał. 16), przypominając mi, iż moim przełożonym jest nadal Dziekan, który wszakże wcześniej w swoich pismach z 7 i 8.02.2000 (zał. 13) przypominał mi, że oddał mnie do dyspozycji Rektora. Mamy tu więc do czynienia z klasycznym spektaklem odsyłania ofiary od Annasza do Kajfasza, z J.M. Rektorem w roli Piłata.

 

Zgodnie z tą rolą, Rektor zachował też absolutną obojętność wobec wcześniejszej szykany Dyrektora Administracyjnego, który w końcu stycznia br. zarządził przymusową przeprowadzkę w terminie 24 godzin (!) mojego stanowiska pracy do pomieszczenia po kwiaciarni (p. zał. 9 i 12), co oprócz związanego z tym upokorzenia naraziło mnie na konieczność wyrzucenia na śmietnik kilkudziesięciu kilogramów książek i literatury naukowej. Tropienie rzekomej decyzji Władz Uczelni, na której owa szykana była oparta, ciągle trwa i rokuje ciekawe wyniki (p. zał. 9-11). Interesującą okolicznością tego barbarzyńskiego incydentu było uprzednie zalanie wodą opróżnianego pomieszczenia (p. zał. 12), być może w celu zniszczenia posiadanej przeze mnie dokumentacji. Nawiasem mówiąc, zalewanie pomieszczeń wodą stało się tu od niedawna dostrzegalnym elementem gospodarowania lokalami i meblami (służy uprzywilejowanym, szkodzi dyskryminowanym).

 

Opisany wyżej stan rzeczy jest znany (p. zał. 19) Przewodniczącym kilku Komisji Senackich AR w Krakowie, ale żaden z nich dotąd nie zareagował. Jest wśród nich były II sekretarz KU PZPR, który w grudniu 1977 roku zmusił mnie do złożenia na jego ręce (z przeznaczeniem dla KW PZPR w Krakowie) pisemnego oświadczenia, iż moja żona (!) nie będzie się więcej skarżyć na bezprawne wyrzucenie jej z pracy w Miejskim Domu Kultury w Proszowicach dodał przy tym, że mimo złożenia tego oświadczenia pojadę na studia doktoranckie w ZSRR tylko na osobistą odpowiedzialność Rektora Tadeusza Wojtaszka.

 

Przeglądam właśnie dotyczący mojego Wydziału wykaz adiunktów, którym okres zatrudnienia upływa 30 września 1996 r. (zał. 18), w którym znajduje się i moje nazwisko, choć są tam ludzie, którzy adiunktami zostali 13 lat wcześniej ode mnie. Spośród 31 wymienionych w tym wykazie osób po trzech latach tylko 3 osoby uzyskały stopień doktora habilitowanego, jedna osoba zmarła i jedną (tzn. mnie) zdegradowano podstępnie do poziomu starszego specjalisty, podczas gdy wszyscy pozostali (26 osób) mają się dobrze i są nadal adiunktami. To samo jest na innych wydziałach. Konformizm popłaca i zaszczuwanie niepokornych służy umacnianiu tej prawdy.

 

Zaszczuwanie pracownika w zakładzie pracy, określane na Zachodzie słowem mobbing, jest w krajach Unii Europejskiej traktowane jako ciężkie naruszenie praw człowieka, co znajduje odzwierciedlenie w osądach opinii publicznej i działaniach wymiaru sprawiedliwości. Wygląda na to, że ci, którzy się tego czynu wobec mnie z niskich pobudek dopuszczają, nie mają o tym najmniejszego pojęcia. Mimo swoich szumnych tytułów nie zdają sobie oni sprawy, że w Unii Europejskiej, do której jako kraj i naród zmierzamy, żaden rektor czy dziekan lub inny funkcjonariusz publiczny nie może liczyć na społeczny szacunek bez poszanowania zasad życia publicznego, do których należą bezinteresowność (a więc brak nepotyzmu), rzetelność, obiektywizm, odpowiedzialność za swoje działania, otwartość i uczciwość, a także dawanie innym dobrego przykładu.

 

Do wiadomości (bez załączników):

 

1. Pan prof. dr hab. Jerzy Zdrada, Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Edukacji Narodowej, Al. Szucha 25, 00-918 Warszawa
2. Pan mgr Tadeusz Popłonkowski, Dyrektor Departamentu Szkół Wyższych, Ministerstwo Edukacji Narodowej, Al. Szucha 25, 00-918 Warszawa
3. Pani mgr Magdalena Mazińska, Dyrektor Departamentu Integracji Europejskiej i Współpracy z Zagranicą, Ministerstwo Edukacji Narodowej, Al. Szucha 25, 00-918 Warszawa

 

Załączniki:

 

1. kserokopia pisma F. Bednarza z 16.02.2001 do Kwestora AR w Krakowie
2. kserokopia pisma Kwestora AR w Krakowie znak K- 323/16/2001 z 22.02.2001
3. kserokopia pisma Prorektora ds. Ogólnych AR w Krakowie znak DSP-751/98 z 28.05.1998
4. kserokopia pisma F. Bednarza z 15.06.1998 do Prorektora ds. Ogólnych AR w Krakowie
5. kserokopia pisma Prorektora ds. Ogólnych AR w Krakowie znak DSP-785/98 z 15.06.1998
6. kserokopia pisma F. Bednarza znak IUE/I/04/072/99 z 15.11.1999 do Rektora AR w Krakowie
7. kserokopia pisma Prorektora ds. Ogólnych AR w Krakowie znak DSP-237/2000 z 25.01.2000
8. kserokopia pisma F. Bednarza z 13.10.2000 do Dziekana Wydziału Inżynierii Środowiska i Geodezji AR w Krakowie (wraz z załącznikami)
9. kserokopia pisma Dyrektora Administracyjnego AR w Krakowie znak L.dz. DA/12/2001 z 30.01.2001
10. kserokopia pisma F. Bednarza z 21.02.2001 do Dyrektora Administracyjnego AR w Krakowie
11. kserokopia pisma Dyrektora Administracyjnego AR w Krakowie znak L.dz. DO/34/2001 z 27.02.2001
12. kserokopia pisma F. Bednarza z 2.02.2001 do Rektora AR w Krakowie
13. kserokopie pism Dziekana Wydziału Inżynierii Środowiska i Geodezji AR w Krakowie znak L.dz. 12/07/02/WIŚiG/2001 z 8.02.2001 i znak L.dz. 11/07/02/WIŚiG/2001 z 7.02.2001
14. kserokopia pisma F. Bednarza z 19.02.2001 do Rektora AR w Krakowie w sprawie jego statusu jako pracownika
15. kserokopia pisma F. Bednarza z 19.02.2001 do Rektora AR w Krakowie w sprawie nieprawidłowego prowadzenia akt osobowych
16. kserokopia pisma Prorektora ds. Ogólnych AR w Krakowie znak DSP-342/2001 z 20.02.2001
17. kserokopia pisma F. Bednarza z 21.02.2001 do Sądu Pracy w Krakowie (wraz z załącznikiem)
18. kserokopia wykazu adiunktów [Wydziału Inżynierii Środowiska i Geodezji AR w Krakowie], którym okres zatrudnienia upływa 30 września 1996 r. 19. kserokopia pisma F. Bednarza z 15.03.2001 do Przewodniczącego ZU ZNP AR w Krakowie