Ks. Czesław S. Bartnik

 

Czy wejście do Unii Europejskiej jest nakazem ewangelicznym?

 

 

 

Problem wejścia Polski do Unii Europejskiej jest ogromnie skomplikowany. Względnie najprościej przedstawia się przystąpienie do wspólnoty gospodarczej, technologicznej i politycznej, byle nie sprowadzało nas do roli kolonii. Ale co z kulturą duchową, nurtami umysłowymi, sztuką, etyką, językiem, religią, Narodem...? Dla mądrych Polaków, zwłaszcza religijnych, jest to wielki problem, bo rysują się wielkie korzyści, ale i równie wielkie zagrożenia. Co więc należy czynić? I tu pojawia się wyzwanie dla naszych polityków, rządu oraz Kościoła.

 

Tymczasem w "Gościu Niedzielnym" z 26 XI 2000 r., nr 48, ojciec Tomasz Dostatni, dominikanin (ur. 1964 r.), pracujący niegdyś w Pradze czeskiej, w artykule "Unia Europejska a Kościół" komentuje fakt rozesłania do blisko 10 tysięcy polskich parafii broszury "Kościół, Polska, Unia Europejska". Ojciec Dostatni m.in. pisze, że "istnieją środowiska katolickie, które wyraźnie wypowiadają się przeciwko integracji. Kiedy czyta się "Nasz Dziennik" czy też słucha Radia Maryja, można poznać opinie na ten temat otwartych eurosceptyków". Ojciec Dostatni twierdzi też, że "budowanie swojego stanowiska, jakiekolwiek by było, na lęku, urojonych fobiach, czy też szowinizmie (...) nie jest racjonalne". (...) "...nie tylko nie jest dobre, ale przeciwne Ewangelii". Znaczy to ni mniej ni więcej, że zwolennicy pełnej integracji z Unią bez żadnych merytorycznych zastrzeżeń są mądrzy i rozsądni, a eurosceptycy - pozbawieni rozumu.

 

 

Jak można było tak napisać?!

 

Czy ojciec Dostatni rozumie, co napisał? Przecież takie pisanie, jak i propagowanie beztreściowej broszury, traktuje Polaków i cały Kościół katolicki w Polsce w kategorii idiotów, na podobieństwo amerykańskich kpin z inteligencji Polaków (polish jokes). Jak wytrawny i doświadczony redaktor naczelny, jakim jest ksiądz prałat Stanisław Tkocz, z którym współpracowałem długo, zanim nie przeszedł na pozycje Unii Wolności, mógł puścić taki głupi i obelżywy dla wielu tekst? Dlaczego nie zastosowano się do wysokiej dyplomacji księdza arcybiskupa Damiana Zimonia, wielkiego duszpasterza Kościoła katolickiego? Czyżby dał znać o sobie jakiś separatyzm śląski?

 

A skąd w ogóle biorą się pieniądze na takie ilości głupawych broszur? Czyżbyśmy mieli powoli zamieniać integrację Kościoła z Europą na integrację z euro? Czy nie trzeba najpierw zastanowić się, dlaczego rządy zachodnie opóźniają nasze przyjęcie do wspólnoty, a w tym samym czasie jakieś ośrodki dają wielkie miliony euro na propagandę, żebyśmy się do nich pchali? Czy nie jest to podejrzana dwutorowość Zachodu? W każdym razie integracja totalna i na oślep oznacza brak czucia Kościoła, któremu zagraża ekonomiczne uzależnienie od ateistycznych ośrodków ekonomicznych. Trzeba to wszystko rozważyć.

 

 

Watykan a status prawny Kościoła w Unii

 

Integracja z Europą Zachodnią dotyczy bardzo wielu płaszczyzn, nie sposób omówić ich wszystkich. Przede wszystkim należy stwierdzić, że najbardziej obiecująca wydaje się - sprawiedliwa - unia gospodarcza, technologiczna i polityczna. Gorzej jest z unią w pozostałych dziedzinach życia. Tu trzeba niezwykłej ostrożności i mądrości, żeby nie stracić polskiej i katolickiej tożsamości. Bowiem bogate centra na Zachodzie tworzą nierzadko nowy świat duchowy, sprzeczny z tradycyjnymi religiami, albo raczej przybierający postać jakiejś nowej religii sekularystycznej czy "religii europejskiej". Tymczasem chrześcijaństwo chce, żeby życie Europy oprzeć na mocnych religiach klasycznych, które, oczywiście, trzeba odrodzić.

 

Często przytaczane zdanie Papieża Jana Pawła II w polskim parlamencie (11.06.1999 r.), o tym, że "Integracja Polski z Unią Europejską jest od samego początku wspierana przez Stolicę Apostolską", było odpowiedzią na dyplomatyczne zabiegi rządu polskiego i zostało wciągnięte do tekstu wystąpienia papieskiego w ostatniej chwili, już na terenie Sejmu. Jednak nie pozostało ono bynajmniej bez obwarowań i zastrzeżeń, by Polska nie straciła swej tożsamości, o czym już o. Dostatni nie wspomina.

 

Prawdą jest, że Stolica Apostolska od początku popierała jednoczenie się Europy na ideach i wartościach chrześcijańskich i klasycznych. Ale od początku lat 90. orientacja inżynierów Unii zmieniła się zasadniczo. Teraz chcą oni budować ideologię Unii na kapitalizmie liberalistycznym, na postmodermizmie i na masonerii, a jednym z głównych celów strategicznych stało się usunięcie Kościoła katolickiego ze sceny publicznej w Europie i na świecie. Od tego też czasu narasta coraz ostrzejszy konflikt między Brukselą a Watykanem oraz Episkopatami: niemieckim, francuskim, hiszpańskim. Po Maastricht II w 1992 r. długo pracowano nad prawną formułą "kompromisową". Uchwalono ją wreszcie w 1997 r., ale nie jako porozumienie obu stron, lecz arbitralnie przez samą Brukselę. Klauzula kościelna weszła jako część składowa do Aktu Końcowego Układu Amsterdamskiego z 18 IV 1997 r., choć tylko jako dodatkowe "oświadczenie", podpisane przez ministrów spraw zagranicznych w Amsterdamie 2 X 1997 r. Przeszła wersja najgorsza dla Kościoła katolickiego:

 

"Unia przestrzega statusu, jakim cieszą się Kościoły oraz stowarzyszenia i wspólnoty religijne w państwach członkowskich odpowiednio do ich przepisów prawnych tak, aby nie zostały one naruszone" (ks. prof. H. Juros "Klauzula o Kościołach w Układzie Maastricht II", w: "Europa i Kościół", Warszawa 1997, s. 123).

 

Jednak takiego zapisu Kościół nie może przyjąć, a to głównie z dwóch powodów:

 

Unia Europejska czyni się najwyższym sędzią stosunków między państwem a Kościołem i rości sobie prawo do integracji w wewnętrzne sprawy Kościoła, np. może chcieć narzucać małżeństwa homoseksualne;

 

Unia Europejska nie przyznaje Kościołowi żadnych praw na forum międzypaństwowym i ogólnoeuropejskim, np. mogłaby zakazać Radiu Watykańskiemu nadawania poza teren Włoch, gdyby któreś z państw, np. Albania lub jakieś stowarzyszenia żydowskie czy muzułmańskie zgłosiły takie zastrzeżenia.
Po roku 1992 prym w ideologii unijnej wiedzie masoneria francuska, której nie są w stanie oprzeć się najwyższe władze Francji. Masoneria zgłasza gotowość poszerzenia praw Kościoła katolickiego, ale w zamian za uznanie przez Kościół wszystkich stowarzyszeń masońskich. Gra dyplomatyczna toczy się. Niektóre Kościoły partykularne są gotowe przyjąć ich postulaty. Stąd też ożywiły się wizyty masonów w Watykanie. Oferują wsparcie akcji dobroczynnych i charytatywnych na świecie. Jednak kanon 1374 Kodeksu Prawa Kanonicznego, zakazujący przynależności do stowarzyszeń działających w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi, a więc do masonerii, nie został zmieniony.

 

 

Słabość najnowszych regulacji

 

Rozmowy między Unią Europejską a Kościołem katolickim toczą się nadal, choć są przemilczane przez polskie media, które chcą zdominować świadomość katolicką. Zachodnia dyplomacja kościelna pragnie podnieść znaczenie wartości religijnych i moralnych w Unii. Traktat o Unii Europejskiej art. 6 (F) przewiduje wolność religijną tylko dla jednostek, nie dla Kościołów i wspólnot. Była to forma poparcia indywidualizmu przeciwko postawie społecznej. Po Akcie Amsterdamskim w roku 1997, który nadal nie chciał przyznać Kościołom i wspólnotom religijnym praw ważnych na całą Europę, zaprotestowały Niemcy, gdzie Kościoły i wspólnoty mają zagwarantowaną pozycję społeczności prawa publicznego, nie tylko prywatnego. Niemcy nie chcieli, żeby religia została zdegradowana do poziomu społeczności o charakterze prywatnym, może nawet niżej niż jakieś towarzystwo ochrony zwierząt, hodowców nutrii czy kolekcjonerów znaczków pocztowych.

 

W ostatnim czasie inżynierowie ideologii europejskiej nie chcą uznać żadnego "dziedzictwa religijnego", uważając je za rodzaj dziedzicznego obciążenia Europy, za coś jeszcze niższego niż mitologia grecko-rzymska, której przyznają ogromne wartości literackie. Ostatnio pod naciskiem Watykanu Unia Europejska zaproponowała uznać ogólnikowo Kościół nie jako "dziedzictwo religijne", bo religia musi być usunięta z życia publicznego, lecz jako "wspólne dziedzictwo kulturowe" (np. literatura biblijna, zbiór mitów, folklor, itp.).

 

Na jesieni 2000 r. Stolica Apostolska zgłosiła skromne uzupełnienie prawa Unii Europejskiej o dwie sprawy: uznanie Kościoła za wspólne dziedzictwo Europy i prawo Kościoła do wolności wewnętrznej:

 

"Uzasadnienie art. F ust. 3 Traktatu o Unii Europejskiej o następujący zapis: "Unia Europejska uznaje znaczenie Kościoła i wspólnot religijnych dla tożsamości i kultur państw członkowskich i dla wspólnego dziedzictwa kulturowego narodów Europy" ("Gość Niedzielny", 26 XI 2000 r., nr 48, artykuł ks. prof. J. Krukowskiego we wkładce lubelskiej).

 

"Uzupełnić art. 230 Traktatu o utworzeniu wspólnoty europejskiej o następujący zapis: "Wspólnota Europejska przestrzega właściwej Kościołom i innym wspólnotom religijnym pozycji prawnej w państwach członkowskich oraz odrębności ich wewnętrznych struktur" (za ks. prof. J. Krukowskim).
Ma to być zabezpieczenie przed mieszaniem religii między sobą przez Unię oraz przed ingerencją władz Unii w wewnętrzne struktury religii i wyznań. Jest to nawiązanie do patrystycznej tezy o konieczności wolności dla kościoła: "libertas Ecclesiae".

 

Jednakże Bruksela na razie nie chce wcale przyjąć tych uzupełnień. Kategoryczny sprzeciw zgłaszają masonerie: francuska, belgijska i angielska, a rządy tych państw są w ich rękach. Z kolei Karta Podstawowych Praw Unii Europejskiej, przyjęta przez władze Unii w Nicei 7 XII 2000 jako kierunek, a nie ścisłe prawo, nie czyni żadnego odniesienia do Boga, nie akceptuje Dekalogu, na miejscu Boga stawia człowieka, wyklucza rzeczywistość wyższego świata, a jednocześnie sprowadza człowieka do stanu zwierzęcia, poddając go aborcji, wyniszczeniu i eutanazji. Jest to karta całkowicie sekularystyczna, przy czym ma charakter ofensywny na rzecz ateizmu, agresywny i pogardliwy w stosunku do tradycji religijnych. W rezultacie jest brutalnym atakiem na człowieka i oznacza otwartą walkę z Kościołem katolickim. Podstawą tej ideologii jest potworny homo economicus, używający i siejący śmierć i zniszczenie.
Wobec takiej ideologii nie można być naiwnym. Polska i Kościół polski nie mogą wchodzić na ślepo do wspólnoty bezbożnej i nieprawej, do ideologii typu rewolucji francuskiej lub bolszewickiej.

 

 

ks. Czesław S. Bartnik