OŚLA ŁAWKA
12-11-2002
Prawdziwy mason o nieprawdziwej Unii

Bronisław Wildstein
Nadzieje wielkiego rynku
Już za parę dni w Kopenhadze Unia Europejska określi warunki swojego rozszerzania. W targach na temat dopłat i składek zapomina się często o sprawie najważniejszej. To w ten sposób ugruntowuje się największy rynek świata, z którego zyski trudno dziś nawet oszacować.
Wyście Wildstein "polonista", nie ekonomista. To, co nazywacie największym rynkiem świata, staje się na naszych oczach największym, sterowanym ręcznie socjalistycznym kołchozem świata. Jaki to rynek, sterowany centralnie milionami drobiazgowych przepisów, ograniczeń, limitów niszczących wszelkie formy wolnej przedsiębiorczości? Sądząc z nazwiska, jesteście Wildstein Żydem, a więc powinniście doskonale wiedzieć, czym jest rynek!
Można uznać, że jest to element procesu globalizacji, który wciela elementarną zasadę wolnej gospodarki: likwiduje kolejne ograniczenia konkurencji. Stymuluje to rozwój ekonomiczny, a więc wzrost bogactwa i cywilizacyjny postęp.
Wcale nie wciela żadnych "elementarnych zasad wolnej gospodarki". Socjalizm nigdy nie umiał tego robić. I nie likwiduje "ograniczeń konkurencji, a właśnie KONKURENCJĘ. Popatrzcie Wildstein na Polskę.
Historię gospodarki analizować można jako stopniowe przezwyciężanie barier handlowych.
Można, tylko nie będzie to prawdziwa historia.
Akurat w Europie najbardziej to widać, że od czasu, kiedy wy, masoni, wzięliście się do "zarządzania światem", ilość wszelakich barier znacznie wzrosła. I dalej będzie rosła, bo nie znacie innych metod, jak tylko "dziel i rządź"
Owych opłat rogatkowych i granicznych, miejskich, regionalnych i krajowych, najróżniejszych ceł, za pomocą których władze polityczne doiły kupców i zapewniały sobie w miarę stały dochód.
Nie znacie nawet historii, Wildstein. Prawdziwe dojenie zaczęło się wraz z waszymi wpływami. A wasz "globalizm", to odrzucając hasła i kłamstwa, ma być największą dojarnią - światową.
Pierwsza fala globalizacji, a więc tworzenie się elementów rynku światowego, a nawet, dzięki wynalazkowi telegrafu, pojawienie się ujednoliconych nieomal na skalę światową cen, pojawiło się na przełomie XIX i XX wieku.
To by się nawet częściowo zgadzało - wtedy właśnie zaczęliście przejmować pierwsze środki masowej informacji. Kłamiecie natomiast mówiąc o wyrównywaniu cen. Doiliście i doicie właśnie mniejsze i większe państwa za pomocą RÓŻNIC CEN.
Europa stanowiła wówczas rodzaj wspólnego rynku. Wszystko to załamało się w kataklizmie pierwszej wojny światowej i następującej później erze protekcjonizmu, oznaczającym ochronę krajowych producentów.
Co było waszym dziełem. I co przeczy waszym wcześniejszym twierdzeniom o likwidacji barier.
Praktycznie cała średniowieczna Europa była zjednoczona jedną kulturą i religią, dopóki nie zaczęliście w niej mieszać. Dziś mamy skutki. I najśmieszniejsze jest to, że teraz ci, co tę trwającą wieki jedność europejską zniszczyli, występują w roli "budowniczych nowej jedności"! Co za bezczelność!
Po drugiej wojnie światowej proces rozszerzania się rynków i wymiany handlowej zaczął postępować znowu, choć ograniczony zimną wojną i podziałem świata.
To akurat nie było waszym dziełem, a raczej spowodowane waszymi zmniejszonymi wpływami. Ale szybko je odzyskaliście i teraz wszystko leci już normalnie w dół.
Tworzenie się wspólnego rynku w Europie miało swój udział w dynamicznym rozwoju tego kontynentu.
Tylko do czasu, kiedy socjalistyczni biurokraci nie zaczęli się wtrącać do rynku. Od tego momentu kontynent niestety zwolnił swój rozwój, a teraz cofa się coraz szybciej.
Obecne rozszerzenie Unii stwarza dla Europy kolejną szansę.
Szansa? Dla was, nie dla nas. Europa się cofa. Bo stała się socjalistyczna. Bo nie rządzą nią ludzie mądrzy i niezależni, a kupieni, tchórzliwi i niedokształceni politycy.
Oczywiście wiązać się będzie ona zwłaszcza dla nowych członków z poważnymi przeobrażeniami.
Niestety, to jedno, co nam możecie zaproponować. I jak każde wymuszane przez nawiedzonych idiotów przeobrażenia - skończą się one źle. Miejmy nadzieję, że z jak najmniejszymi stratami.
Cóż, przedsiębiorca działa na zasadzie "twórczej destrukcji", jak podsumował to wybitny ekonomista Joseph Schumpeter.
...którego idee właśnie lądują na śmietniku, wśród coraz większych rozczarowań i protestów społeczeństw zawiedzionych prostacką ideą traktowania człowieka jedynie jako "konsumenta".
Na takiej samej zasadzie funkcjonuje cała gospodarka.
Nie. Nigdy nie będzie dłużej funkcjonowała, bo jest gospodarką rabunkową opartą na zalezności "pasożyt i żywiciel".
Inaczej posługiwalibyśmy się ciągle, choć przez tyle czasu doprowadzonymi już do doskonałości, radłami, wrzecionami i dymarkami.
Podstawowym błędem tej idei jest to, że nie zauważa konieczności udoskonalania Człowieka, zajmując się jedynie technologiami, a i tymi tylko z punktu widzenia "opłacalności rynkowej", a nie korzyści dla społeczeństwa. Efekt znamy. Coraz więcej barbarzyńców, którzy mają coraz więcej kłopotów z technologią. Coraz więcej "konsumentów", coraz mniej ludzi. Dlatego ta utopia musi się rozpaść.
Dodajmy do tego fakt, że w Europie jedynie prawdziwa cywilizacja europejska i chrześcijańska stworzyła wielkie dzieła kultury, sztuki, nauki i technologii. Dzisiaj, wszystkie te dziedziny opanowane w coraz większym stopniu przez barbarzyńców - korzystają głównie z dawnego dorobku, coraz mniej dając z siebie.
Sumując wasz artykuł, Wildstein - prostackie idee - prostackie zakończenie. Cóż jednak spodziewać się od osłów, które wmówiły sobie, że są bogami?
***
Bronisław Wildstein. Mason. Członek loży "Przesąd Zwyciężony" z Krakowa, która stanowi część Wielkiej Loży Narodowej Polski (tzw. szkoci) "... jest prezentowana w książce Hassa o polskich masonach przez dwa biogramy: Marka Luby (ur. 1948), właściciela fabryki leków w Słowacji i hurtowni leków w Polsce, od 1997 r. przewodniczącego tej loży; i Bronisława Wildsteina (ur. 1952). Na tego ostatniego warto zwrócić szczególną uwagę. Od lat nie kryje swojej przynależności do masonerii, tego że piastuje w niej wysokie stanowiska. Zarazem w latach 1994-96 był sekretarzem redakcji w "Życiu Warszawy", a następnie wraz z T. Wołkiem przeniósł się do "Życia", gdzie do 1997 r. był jego zastępcą. Następnie współpracownik tygodnika "Wprost", felietonista tygodnika "Nowe Państwo" i "Rzeczpospolitej".