|
Rafał Broda Juelich, 11 czerwca 1990 Berliner Str. 29 D-5170, Juelich, BRD stały adres: ul. Koniewa 49/9 30-150 Kraków
Prof. dr hab. Bronisław Geremek Przewodniczący Prezydium OKP Sejm Rzeczypospolitej Polski Warszawa, ul. Wiejska
Szanowny Panie Profesorze,
Wywiad, którego udzielił Pan dla Radia Wolna Europa w dniu 6 czerwca br. wstrząsnął mną do głębi, jednocześnie wzmocnił moje zaufanie do Lecha Wałęsy i aprobatę dla jego ostatnich posunięć. Dziwię się, że tak wcześnie po felietonie pana Piotra Wierzbickiego (tyg. Solidarność-maj 1990) potwierdził Pan swoimi wypowiedziami stan ducha tzw. "jajogłowych". Niewiele mnie łączy z tak określanymi intelektualistami, ponieważ jestem fizykiem i moją "chorobą zawodową" jest posługiwanie się możliwie szeroką obserwacją rzeczywistości, stosowanie logiki i szukanie prostych związków pomiędzy przyczynami i skutkami, także w zjawiskach politycznych. Wyznaję też zasadę, że zwłaszcza o skomplikowanych sprawach należy mówić prostym i jasnym językiem - dlatego zawsze będę popierał polityków, którzy zdając sobie sprawę ze złożoności procesów, potrafią celnymi posunięciami upraszczać język polityki.
Takim politykiem jest dla mnie Lech Wałęsa i spośród wszystkich głównych aktorów gry o Polskę, jest jedynym, który prowadzi w niezwykle trudnych warunkach najbardziej przejrzystą i najbardziej godną poparcia linię polityczną. Wierzę, że w Polsce ta właśnie linia zwycięży i aby przyspieszyć ten moment, dzisiaj z przykrością muszę życzyć Panu wycofania się z życia politycznego.
Lech Wałęsa mówi często niezgrabnym i brutalnie szczerym językiem, ale zapewniam Pana, że w jego wypowiedziach na temat przeciwników, widzę więcej dojrzałości i kultury politycznej, niż w Pana wyszukanych i gładkich słowach, w których uderza ostrość, a nawet nieskrywana złość. Czy zarzucając L.Wałęsie ambicje osobiste naprawdę nie zdaje Pan sobie sprawy z faktu, że to, co wzbudziło niechęć do grupy, z którą się pan identyfikuje, przekroczyło już dawno granicę ambicji osobistych, a może być jedynie nazwane zachłannością polityczną?
Czy, wyrażając swoje przekonanie, że polityka winna być czysta i jawna, czy nie boi się Pan posądzenia o fałsz, bo przecież to Pana sytuacja postawiła w roli gabinetowego, zakulisowego gracza, i do tej pory jeszcze nie wszystkie karty z tej gry są znane? To z Pańskiego kręgu ludzi wyszła pierwsza manipulacja z listą krajową, która była pierwszym ostrzeżeniem, że znowu komuś się wydaje, że wie lepiej od społeczeństwa, jak urządzać Kraj. Rzucono wtedy narodowi słowa: pacta sunt servanda, mimo że wszyscy wiedzieli doskonale, że jedynym jawnym, a więc obowiązującym paktem była ordynacja wyborcza. To ta sama grupa ludzi przeprowadziła, na oczach milionów telewidzów, kolejną manipulację z wyborem prezydenta. To Pańska grupa wreszcie objęła kompletną dyktaturą klub poselski OKP, decydując praktycznie o wszystkim, szermując fałszywym wymaganiem jedności, ustalając kto, kiedy i jak ma prawo mówić. Przypomnę, jako ilustrację, tylko jeden epizod, a mianowicie Pańskie publiczne przeprosiny po wystąpieniu jednego z niesfornych posłów- o0krzyknięte wtedy, jako przejaw kultury politycznej, było czymś dokładnie odwrotnym. Oglądałem debaty w kilku parlamentach świata i sądzę, że podobny akt poniżenia posła przez przewodniczącego własnego klubu, nie miał precedensu.
Gazeta Wyborcza, tak bliska Panu, w krótkim czasie uświadomiła wielu Polakom, jak obce są poglądy, a zwłaszcza metody ludzi, którzy dziwnym zbiegiem okoliczności stali się najbardziej głośni i wpływowi. Ja też akceptuję fakt, że pozostała w Polsce grupa ludzi, którzy trwają przy swoich dziwacznych poglądach sprzed lat, ale nie wierzę w czystość metod, które tę właśnie grupę prowadzą do obserwowanej dzisiaj dominacji. Nie pomoże krzyk i ofensywa zachodnich mediów, których rola w kreowaniu tej dominacji była aż nadto widoczna, warto tylko odnotowywać, co kto mówi i pisze, natomiast rozstrzygnięcia i tak zapadną w Polsce. Jeżeli znowu stanę wobec wyboru mniejszego zła, opowiem się raczej za "jaskiniowymi", niż farbowanymi antykomunistami, a tym bardziej nie za lewicą, która wprowadziła się do salonów i jeszcze potrzebuje czasu, aby tam zapuścić korzenie.
Wszyscy politycy wywodzący się z Solidarności, również Pan, opierają swoje kariery i siłę działania na związku z Lechem Wałęsą. Jest to naturalne w sytuacji, w której dopiero od niedawna ludzie mogą przyglądać się politykom, ich działaniom; nabierać szacunku do jednych i przygotować się do skreślenia innych. Lecha Wałęsę wyniosła do tej roli historia, ale nie będę oryginalny, jeśli powiem, że spełnia się w tej roli znakomicie. Uważam, że w granicach ludzkich możliwości, przy wszelkich ograniczeniach sytuacyjnych i technicznych, w których musiał działać - nie popełnił żadnego poważnego błędu, a nieraz zaskoczył mądrością, talentem i rozeznaniem. Jeżeli nawet nie wszyscy do końca rozumieją jego wypowiedzi, czy pociągnięcia, jest naprawdę jedynym spoiwem politycznym narodu, spoiwem, które jest gwarancją stabilności kraju, które jest w stanie powstrzymać wybuch niezadowolenia. Żadne publikacje tzw. wyników badania opinii publicznej, nie wywrócą tej prawdy.
Jedynym, natomiast, prawdziwym dzisiaj zagrożeniem stabilizacji w Polsce, jest kruszenie tego spoiwa, podkopywanie autorytetu Wałęsy, zwłaszcza jeżeli robi się to krzykiem, zaciemniając obraz i unikając merytorycznej dyskusji. Pan niestety tak postępuje i wspomniany wywiad nie jest bynajmniej wyjątkiem. Dlatego życzę Polsce i sobie, aby podał się Pan do dymisji, pociągając za sobą A.Michnika i wielu innych, którym pluralizm wyraźnie przeszkadza. Im wcześniej Lech Wałęsa zostanie prezydentem, tym lepiej dla Polski; im bardziej ktoś próbuje go ośmieszyć i podkopać, tym głębszy dołek kopie dla siebie.
Kiedy "załatwiono" gen. W.Jaruzelskiemu prezydenturę, w kręgu znajomych powiedziałem: zobaczycie, że nastaną jeszcze czasy, kiedy będą nas przekonywać, że to naprawdę dobry prezydent. Nie miałem wtedy do Pana żadnych uprzedzeń i nie przypuszczałem, że również Pan spełni tę prognozę. Szacunek dla dojrzałości politycznej społeczeństwa polskiego każe mi wierzyć, że niechęć do obecnego prezydenta nie jest nawet spowodowana emocjami związanymi ze stanem wojennym, ale tymi strasznymi siedmioma latami, które nastąpiły potem. Było to siedem lat dobijania i niszczenia Polski, i nie ważne, czy generał robił to z przekonania, nieudolności, czy z braku rozeznania politycznego - jeżeli za taką winę nie ponosi się odpowiedzialności, to za co polityk w ogóle ma odpowiadać? Uważam, pozostawanie generała na stanowisku prezydenta i wypowiedzi broniące tej sytuacji, za drastyczny przejaw braku kultury politycznej wobec narodu, który wymusza tak mało dyplomatyczne wypowiedzi wprost, jak moja wypowiedź.
Istotnie Polska potrzebuje polityki czystej i jawnej, ale potrzebuje także wyrazistej odpowiedzialności polityków za czyny i ochrony autorytetu tych, którzy naprawdę na to zasługują. Nie potrzebuje Polska polityków, którzy trwonią jedyny kapitał, jaki mim dano na starcie - kapitał społecznego zaufania.
Z poważaniem i szacunkiem dla Pana wczesnej działalności
Rafał Broda
|